Wizyte nad morzem w Gruzji polecamy tylko tym, którzy od baaaardzo dawna nie moczyli się w słonej wodzie i spragnieni są odrobiny chillu w niekoniecznie zniewalającym otoczeniu. Do tych osób należeliśmy my. Po miesiącach spędzonych w drodze z dala od wody zachciało nam się rozbić namiot na plaży posłuchać jak szumi może i smakuje ryba niedawno złowiona, a do niej schłodzone piwo lub domaszne wino. Z braku laku pojechaliśmy na ładniejszą część gruzińskiego wybrzeża, w okolice Batumi. Nic specjalnego. Ale woda słona i ciepła była, morze przyjemnie szumiało, a i rybki nieźle smakowały.

Generalnie zasada na wybrzeżu gruzińskim jest taka - im bliżej granicy z Turcją tym bardziej urokliwie. Najładniej jest na samym przejściu granicznym. Dosłownie :) Chcieliśmy więc wjechać do Turcji, żeby sprawdzić, czy tendencja się utrzymuje, ale wypożyczonej ładzinki nie chcieli przepuścić przez szlabany. Wykąpaliśmy się więc w przejrzystych wodach przygranicznego Sarpi i rozpoczęliśmy odwrót w stronę Tibilisi.
Magda