Popadało, oj popadało. Na szczęście najbardziej pod koniec dnia - wieczorem.
Rano przyszło walczyć z błotem, ale chociaż na ciele sucho :)
Generalnie jednak jazda była przyjemnością podobnie zresztą co ja będę pisał:
Gdybyśmy tylko mieli więcej dni, z pewnością byśmy się tam pokręcili dużo dłużej, tymczasem przyszło nam wracać do Kampali.
Po wielu dniach tułaczki po prowincji powrót po asfaltowej drodze powinien był się wydawać pestką, tym czasem wcale taki nie był. Asfaltowa droga prosta droga byłaby co najwyżej nudna. Pędzące między Ugandą a Rwandą międzynarodowe autobusy co i rusz spychały nas niesamowicie na pobocze i Madziula się porządnie stresowała.
Postoje co, ciekawe, dziwnie zbiegały nam się z polskimi misjami katolickimi :)
Ale jak tu nie wstąpić. To jest po prostu bezcenne uczucie wreszcie móc z kimś pogadać o tym co się dookoła wydarza - bo niestety z lokalnymi ludźmi taka możliwość jest ograniczona. Na misji w Rushooce akurat braci nie spotkaliśmy, bo wyjechali na zebranie do..., ale zastaliśmy wolontariuszke Anię z którą spędziliśmy bardzo miły wieczór. Rano polska siostra Andżelika pokazała nam swoją pracownię, w której daje zatrudnienie lokalnym kobietom, które szyją m.in. stroje dla uczniów. Aż się miło robi.
Madziuli się miło zrobiło szczególnie, bo w prezencie dostała taki hafcik:
Brata Teofila z Rushoki i tak spotkaliśmy, bo następnego dnia przejeżdżaliśmy przez Mbararrę, gdzie były obrady. Krótka przerwa na obiadek, podziękowanie za nocleg i znów w drogę. W pewnym momencie wielkie roboty drogowe, mega duzo kurzu wszedzie, Madziula ledwo zyje z soczewkami. Po całym dniu mięliśmy takie miny:
Rano wielka mobilizacja! Przeprawa z wysepki do Entebbe to jak transfer w sekunde z Ustrzyk do centrum Warszawy.
Najważniejsze było jednak oddać motocykle i nie dopłacić do nich zbyt wiele - Madziula przecież po wywrotce na samym początku szutrowego odcinka podróży pokrzywiła reflektor i poobcierała w paru miejscach metalowe częsci. Na szczęście wszystko ułożyło się bezproblemowo: w jednym warsztacie udało się wymienić za pestki pokrzywione części na zupełnie nowe, jak i umyć na wysoki połysk obydwa Badziadzie.
Właściciel motoru Magdy coś tak jakoś gadał pod nosem i widać że bacznie przyglądał się, czy aby naprawdę prosta ta kierownica, ale nie było co narzekać. Chłopaki zarobili cudownie.
Wszystko dobre co się dobrze kończy: nie pierwszy raz się przekonujemy, że ulga z bezproblemowego pozbycia się środka komunikacji potrafi być niemniejsza niż początkowa satysfakcja z jego posiadania i myślę że to nie ostatni raz :P
Po takim spotkaniu można pozwolić sobie na chwilę luksusu:
Naprawdę, na lokalne warunki ceny kawy i ciasteczka ogromne.
W Kampali nie pobawiliśmy dłużej niż było trzeba, zgiełk, chaos, smród spalin i palonych śmieci. Nie tego nam trzeba.
Ostanie kilkanascie godzin spędziliśmy już w Entebbe, koło lotniska.
Jeśli kiedyś tam będziecie, polecamy wizytę w zoo. To brzmi strasznie śmiesznie, iść do zoo w Afryce, ale inicjatywa jest naprawdę znakomita: w zoo znajdują się zwierzęta, które nie są samowystarczalne: odzyskane od handlarzy, którzy trzymali je w niewoli, uratowane z sideł zastawione przez kłusowników. Wyleczone, ale niezdolne już do walki o życie w naturalnych warunkach.
Nosorożcy na przykład w Ugandzie już w ogóle nie ma na wolności, więc warto się tam wybrać nawet jeśli zaliczy się wcześniej wyjątkowo udane prawdziwe safari
I wreszcie koniec opuszcamy Ugandę. Powrót męczący, bo przez z Ugandy do Polski lecieliśmy przez Dubaj i Kair. Zwłaszcza noc w Dubaju mało komfortowa, co jest o tyle dziwne, że w podobnym położeniu co noc jest milion innych ludzi: o 2giej w nocy dolatuje się z portów początkowych, po czym czeka na przesiadkę do portu docelowego gdzieś koło 6.30. Tysiące ludzi snuje się po korytarzach, kładzie za ławkami i próbuje jakoś zabić te godziny - które najchętniej choćby przespałby spokojnie na jakim rozkładanym fotelu a cenne rzeczy złożył w przechowalni. Nie tego się po wielkim Dubaju spodziewaliśmy. Madziulka oczywiście i tak odnalazła się w sytuacji: złożyła okularki i odleciała w swój świat...
![]() |
| Jazda przez Ugandę |
![]() |
| Sesse Islands |
![]() |
| Kampala |







