2 września 2009


HA!!!!

Nasze milczenie mogło oznaczać tylko jedno - coś się musiało dziać! Potrenowałem cierpliwość, co rzadko mi się zdarza i z newsem wstrzymałem się do końca. Kupiliśmy motocykl! Czeka na nas już w Medellinie, gotowy do drogi. Chcecie od początku pewnie....

Koncepcja zwiedzania motocyklem ma swój początek w 2008. Jest to wręcz nieunikniona i natuaralna konsekwencja naszej podróży skuterkiem po Laosie. No ale to już poważna sprawa, i ani skuterek ani przyczepka nie mogła wchodzić w grę. A więc motor. Jeden. No bo jednak to ma nam dodać mobilności, a nie jestem przekonany (i mam tu poparcie Madziuli) czy osobny motocykl dla Madziuli byłby dla nas ułatwieniem poznawania mniej popularnych terenów. A więc motor. Tylko skąd motor. Kupić lokalnie od miejscowego, i pojezdzic po sasiednich krajach wcale nie jest latwo. I nawet nie dlatego że mają tam słabsze maszyny, jak z powodu formalności. Można też kupić od turysty, zarejestrowanego w jakimś innym kraju. Często taki motor jest odpowiednio do podróży przygotowany. No to szukałem. Chyba od kwietnia. Jest taka strona Horizons Unlimited dla podróżujących motocyklistów, i mają tam takie forum. Raz na jakiś czas pojawia się oferta. Ale żeby znaleźć motor na sprzedaż w tym czasie i tym miejscu co trzeba to nie takie proste. No ale trzeba wierzyć, że się uda, nie? Nie chcemy 1000 motorów, chcemy 1.
Proście a otrzymacie.
Z Sanne i Wouterem pierwszy kontakt nawiązałem chyba jeszcze w lipcu. Tyle że oni planowali dojechać do celu, Kolumbii z południa, pod koniec sierpnia i na początku września wylecieć już dalej na północ. Ale co - email nic nie kosztuje. No to napisałem że jestem zainteresowany ale że będę dopiero w październiku więc jest kilka kwestii do rozwiązania. No i oczywiscie odpisali i podziekowali mowiac ze sprzedaja komus mniej wirtualnemu na miejscu.
Przyszła koza do woza. 9 dni temu napisałem im że mamy już bilety lotnicze i jak tam u nich, a tak wogóle moja oferta nadal aktualna. No i nie trzeba było długo czekać na odpowiedź!
Dużo się działo w przeciągu tych 9 dni, ale wynik negocjacji emailowo skajpowych jest taki, że motor już stoi w garażu pewnego Nowozelandczyka prowadzącego hostel w Medellinie, czeka na nas gotowy do drogi. 65% ceny wpłacone przez nas w pierwszej racie, i liczymy że nie popełniliśmy błędu. Pozostałe 35% Holendrzy mają nadzieję otrzymać jak tylko sprawdzimy, że motor działa, mimo, iż żadnej siły nie będą na nas już wówczas mieli. Formalności udało się załatwić. Dodatkowo, dostaliśmy od nich trochę narzędzi, metodologię pakowania (z tyłu plecaki na tę deskę polecą jeden na drugim), no i - co ważne - stroje motocyklowe z kaskami. Nie wiem jakie mają głowy Sanne i Wouter, ale wiem że Sanne jest mniej więcej tak wielka jak Magda, za to Wouter wyższy ode mnie mniej więcej o tyle, o ile za mały na niego był jego strój.

Dobra, koniec pisania. Może jeszcze jakieś zdjęcie! Na zdjęciu na samej górze mamy niewątpliwie motor, Holendrów w strojach i niższe o 3 głowy pracownice hotelu.
Tutaj mamy Woutera w akcji, zwróćie uwagę że ledwie widać ten motor spod bagażów.



Dobra, nie piszę już więcej nic bo stracicie wątek zanim jeszcze zdążymy wyjechać z Polski!!!!

Pozdrawiam

Michał

P.S. Jesteśmy podekscytowani!
P.S. numer dwa: Dla fanów niderlandzkiego polecam Bloga Sanne i Woutera o intrygującej nazwie Pindaqueso. Ciekawe, czy to cos w stylu Pelikanochomika. Zapytam.

5 komentarzy :

  1. Madzia, nie kuś losu i nie bierz tym razem wielkiej walizki, bo kiedys zginie na dobre :-) Tym razem akurat jestem spokojna, bo nie miałabyś nawet gdzie zmieścić jej zawartości :-)
    M.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co innego jechać gdzieś żyć, a co innego jechać po przygodę! Bagaż ograniczę do absolutnego minimum. Mam motywację. Musze zostawić sobie miejsce na lokalne tekstylne wyroby :P

    OdpowiedzUsuń
  3. ładny, taki czerwony. duzy, ale i tak trzeba bedzie do minimum ze wszystkim -> jest wyzwanie :-) git!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję, że ten nie łapie gumy :P Trzyamam kciuki!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Michał, jestem pod wrażeniem. Wydaje mi się, że tydzień temu byliśmy na Taize w
    lizbonie (w naszej Azambui jestem co roku od tego czasu...). A tu minelo juz 5lat. Tyle się zmieniło. Nie znam Magdy, a żałuję - jesteście przepiękną parą, wyglądacie na stworzonych dla siebie. Waszą poprzednią przygodę czytałam kilka razy (pozwoliłam sobie nawet zrzucić troszkę zdjęć na kompa). Życzę Wam wszystkiego najlepszego na tej nowej, zapewne lepszej drodze życia. Jestem pewna, że będzie pełna przygód. Bezpiecznej podróży poślubnej. Oczekuję z niecierpliwością na relacje. I mam nadzieję, że po wielu latach jak już wrócicie uda nam się spotkać i mi poznać Magdę.
    pozdrawiam Was serdecznie, Aga Kuczyńska (ajka_k@wp.pl to tak na wszelki wypadek :))

    OdpowiedzUsuń