6 kwietnia 2014


50 000 ludzi zginęło w latach 2006-2011 w ramach wojny wypowiedzianej przez prezydenta Felipe Calderona gangom narkotykowym. Patrząc na tą liczbę i śledząc newsy dobiegające z polskich / europejskich mediów można się Meksyku naprawdę przestraszyć. Jak to jednak ze wszystkimi newsami bywa, media pokazują tylko wycinek rzeczywistości, niekoniecznie budując w naszych głowach obiektywny obraz. A statystyki są suchymi liczbami i niech pozostaną narzędziem pracy statystyków, a nie podstawą naszych osądów, jeśli nie mamy innych zmiennych. Czy rzeczywiście jest w tym Meksyku niebezpiecznie?

Meksyk to wielki kraj, mówiąc o bezpieczeństwie trzeba o tym bardzo pamiętać, bo region regionowi nie jest równy. Mieszkaniec Kabat jeżdżąc codziennie metrem do pracy w centrum nie odczuwa na własnej skórze mało przyjemnej Brzeskiej na Pradze Północ. Co tu dopiero mówić o Meksyku, który jest 14 największym krajem na świecie z powierzchnią równą prawie 2 000 000 m2. Za najbardziej niebezpieczny region uważana jest szeroko pojęta północ, pogranicze ze Stanami z Ciudad Juarez na czele. Nienajlepiej dzieje się również w okolicach Acapulco i Michoacanie, czyli generalnie tam gdzie najsilniejsze są gangi narkotykowe. To głównie walki narkotrafikantów tworzą ponure statystyki przestępczości w Meksyku. Walki te nie są z reguły skierowane w zwykłych obywateli, choć oczywiście można mieć pecha i znaleźć się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwej chwili. Sytuacja jest płynna, warto więc śledzić rozwój sytuacji na bieżąco. Sytuacja w Michoacanie pogorszyła się na przykład stosunkowo niedawno. Ludzie powołali tam własną armię do walki z gangami, na co armia meksykańska zareagowała natychmiastowo, wkraczając do stanu. Konflikt przybrał tam więc formę trójstronną: ludzie – gangi – państwo. Wiedząc powyższe nie zapuszczaliśmy się w zakamarki północy, odpuściliśmy sobie Michoacan i Acapulco. Na ile doniesienia medialne przekładają się na odczuwane tam przez lokalnych mieszkańców bezpieczeństwo nie wiemy. Pewnie znowu zależy od miejsca i regionu, jeden stan Meksyku potrafi odpowiadać powierzchni połowy Polski. Z Michoacanu, czy północy nie mamy doświadczeń, nie będziemy wiec się wypowiadali. Napiszemy jak odczuwaliśmy bezpieczeństwo w reszcie kraju, tam, gdzie spędziliśmy 2,5 miesiąca.

Wjechaliśmy do Meksyku z dużą dozą ostrożności. Wielu Amerykanów odradzało nam Meksyk, budując swoje przekonanie na podstawie przeczytanych newsów, a nie własnego doświadczenia. Granicę przekroczyliśmy wcześnie, żeby tego samego dnia jak najdalej od niej odjechać. W każdym możliwym miejscu pytaliśmy ludzi, czy bezpiecznie, na co uważać, gdzie nie chodzić, żeby nie ryzykować. Trochę paranoiczne było nasze nastawienie, przyznajemy. Kiedyś byłoby inaczej, ale teraz, od kiedy odpowiedzialni jesteśmy nie tylko za siebie samych, nie chcieliśmy zrobić o jeden krok za dużo.

 Nasze oczy mówiły, że do zachodnioeuropejskiego rozumienia słowa bezpiecznie jest nam daleko. Okna okratowane, domy za murami ozdobionymi ciasno drutem kolczastym. Na drogach kontrole policyjne i wojskowe. Siedzą sobie tacy ubrani na czarno komandosi za stertą opon i worków z piachem z wielką bronią i tylko nos im wystaje. Albo jeżdżą po autostradach turbo-hamerami, uzbrojeni dosłownie po zęby, z lufami skierowanymi w cały świat. Wielka demonstracja siły. W hotelach ludzie mili, ale i z ograniczonym zaufaniem. Pilot do telewizora wydawany na recepcji pod warunkiem zostawienia depozytu, klucz do pokoju przekazywany dopiero po zapłaceniu za pokój. Czasami nawet nie chcieli dać nam klucza, żeby Ignasia położyć, mimo, że obiecywaliśmy, że za sekundkę wrócimy i zapłacimy. Najpierw formalności i zapłata, potem klucz.

 Z drugiej strony jednak widzieliśmy, że ulice tętnią życiem po zmroku. Na głównych placach zabawa trwa do późna, ludzie żyją i bawią się zupełnie normalnie. Nasz samochód stał zazwyczaj zaparkowany w nocy na ulicy, często z bagażnikiem wypchanym po brzegi. Za każdym razem, gdy pytaliśmy ludzi o bezpieczeństwo, widzieliśmy na twarzy uśmiech i zdumienie [co za pytanie!], po którym przychodziło zapewnienie, że jest tu bardzo spokojnie i nie ma powodów do zmartwień. Nigdy nas nikt przed niczym nie ostrzegł, nigdy, ani przez sekundę nie byliśmy świadkami choć wątpliwej sytuacji. Identyczne doświadczenia mieli inni spotkani po drodze podróżujący.

Wieczorami życie kwitnie na zocalo - głównym placu
Za sprawą Ignasia nie mamy pojęcia o życiu nocnym w Meksyku. Nie jeździliśmy po nocach samochodem ani nie poznawaliśmy pustych rewirów miast po ciemku. Zachowując jednak podstawowe zasady bezpieczeństwa, żyliśmy i podróżowaliśmy normalnie i przez cały nasz 2,5 miesięczny pobyt w Meksyku czuliśmy się bezpiecznie. Początkowa lekka paranoja zbudowana na zasłyszanych opiniach bladła każdego dnia dzięki otaczającym nas ludziom i codziennym doświadczeniom. Przestaliśmy z czasem myśleć w kategoriach bezpiecznie / niebezpiecznie. Widzieliśmy piękny rozwijający się szybko kraj, z siecią autostrad której Polska, proporcjonalnie do swojej powierzchni, za 50 lat się nie dorobi. Widzieliśmy kraj, z wielkim potencjałem rozwoju i wielkim bogactwem. Kraj, którego nigdy (!) nie nazwalibyśmy trzecim światem, jak to wielu spotkanych przez nas Amerykanów twierdziło. Kraj, w którym dostatniość, wszechobecne centra handlowe, hipermarkety, dobre samochody, wcale nierzadkie najlepszej klasy komóry mieszają się z elementami trzecio-światowości – konikami ciągnącymi powozy, ludzi z chrustem na plecach i prostymi domkami otoczonymi bananowcami. Widzieliśmy kraj z przeuroczymi ludźmi, śmiejącymi się, otwartymi, gościnnymi, zawsze chętnymi do potrzymania i rozbawienia Ignasia, podrygującymi w rytm wszechobecnej muzyki, często granej na żywo.


Meksyk to świetny kraj, rewelacyjny na pierwszy kierunek podróżniczy z dzieckiem, żeby spokojnie, w bezpiecznych, przyjaznych i ciekawych realiach przekonać samego siebie, że podróżowanie z dzieckiem jest możliwe i może być wspaniałe. Każdemu polecamy Meksyk, my tam na pewno jeszcze wrócimy!


Magda

Wysłano z ultrabooka Asus UX42VS

4 komentarze :

  1. Dzięki! Cenne uwagi. A jak jest w Meksku z opieką zdrowotną? Byliście kiedyś zmuszeni szukać porady lekarskiej dla Ignasia? Tego najbardziej obawiałabym się podrózując z małym dzieckiem (a podróżować chcemy!).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa razy byliśmy z Ignasiem u pediatry - raz zaszczepić, a raz w związku z chorobą. Za kazdym razem standard i obsluga byly na najwyzszym poziomie, bardzo duzy profesjonalizm. We wszystkich sredniej wielkosci miastach widzielismy gabinety pediatrów. Poza tym w calym Meksyku jest tzw Dr Simi, czyli doktor udzielajacy porad przy aptekach za jakies 7zł. Doktor Simi jest wszedzie! W szpitalu nie bylismy, ale w wielu miejscach widzielismy bardzo nowoczesne (przynajmniej z zewnątrz kliniki :)) Meksyk to naprawdę rozwinięty kraj i o pomoc medyczną bym nie obawiała. Jak będziesz miała / miał jeszcze jakieś pytania śmiało pisz, na pewno odpowiemy!

      Usuń
  2. Eh Pelikanochomiki! Wandergryszki by do Was z chęcią dołączyły ;)
    Ciężko czytać Wasze posty siedząc w zasmogowanym Krakowie i wstając codziennie do pracy...
    Korci nas żeby znów ruszyć w drogę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteśmy pewni, że wiele jeszcze przed Wami! A jeśli złożyłoby Wam się tak, że dołączyć moglibyście, to zapraszamy! Będzie super!

      Usuń