10 lutego 2012


Cornelius i Grace z dziećmi
Dwie pierwsze noce spędziliśmy u rodziny z elity intelektualnej Ugandy. Cornelius wykłada i robi doktorat na uniwersytecie poświęcony szaradom, jego żona Grace pracuje na wysokim stanowisku w tutejszym GUSie. Oprócz trzech własnych synków w domu mieszka dodatkowo chłopak pomagający w ogarnięciu domu, i jeszcze chyba kuzynka – jej koneksji do końca nie zrozumieliśmy. Cornelius należy do kościoła prawosławnego, i wśród jego licznych wycieczek do Europy kilkukrotnie odwiedził Polskę. Bez chwili zawahania przypominał sobie polskie nazwy: Warszawa, Białystok, Supraśl. Supraśl! Wstyd się przyznać, ale musiałem sprawdzić potem gdzie to dokładnie w Polsce leży. Rodzina Corenliusa pochodzi ze wschodniej części Ugandy, gdzie nie mówi się w dominującym w stolicy języku luganda. Często w Kampali można usłyszeć, jak Ugandyjczycy mówią ze sobą po angielsku. Podobnie jak u nas, do stolicy przyjeżdżają zewsząd za chlebem ludzie z prowincji (jak my), i dla nich angielski jest jedyną szansą na dogadanie się. Zdziwiło nas jednak, kiedy dzieci Corenliusa między sobą mówiły po angielsku. W szkole od pierwszej klasy dzieci uczą się po angielsku – wszystkich przedmiotów. Na terenach wiejskich często dopiero od 4tej klasy, a często i w ogóle. Jak możecie sobie wyobrazić, tematów do rozmowy z Corneliusem i Grace nie brakowało i był to znakomity wstęp do poznania kultury Ugandy. Jedynie zmęczenie podróżą zaganiało nas do łóżek. Ale zanim jeszcze to nastąpiło, oddzwonił Mucho, który wciąż jeszcze był w minivanie i znalazł Magdy kurtkę i odłożył ją dla nas na dworcu autobusowym,  a sam jeszcze w nocy pojechał do Burundi.

Zobaczcie, jak zmieniają się humory po dobrze przespanej nocy:


Dzień w Kampali potraktowaliśmy całkowicie organizacyjnie – z samego rana odebraliśmy kurtkę, potem odwiedziliśmy biura i Emiratów i Etiopczyka, ale tutaj niestety żadnych wieści o naszych bagażach. Byliśmy zdeterminowani jednak, by w Kampali spędzić tak mało czasu jak to możliwe – owszem, z polskiej perspektywy miasto to prawdziwa egzotyka, ale przy tak małym budżecie czasowym chcieliśmy jechać w prawdziwie interesujące miejsca. Dlatego z miejsca ruszyliśmy szukać motorów do wynajęcia.
Boda-boda to ugandyjskie taxi. Kiedyś, w formie roweru, gdzie pasażer siedział na specjalnej poduszce na bagażniku nad kołem. Wciąż do zobaczenia na prowincji. W miastach królują niewielkie motocykle. 8 koni mechanicznych musi wystarczyć, żeby przewieźć do 5 pasażerów, lub też dostarczyć pokaźny ładunek. I takich taksówkarzy, tzw. boda-boda driverów zaczepialiśmy jeden po drugim.
Dominik (l.) i Laurance (p.)

Koniec końców, dobiliśmy targu z Dominikiem, i jego kolegą Laurancem. Dwa motory, siedemnaście dni. Czas świąt, więc de facto musieliśmy zapłacić im co najmniej więcej niż to co byli w stanie samodzielnie wypracować. Konkretnie: 45zł za motor za dzień. Połowa sumy płatna z góry, połowa po oddaniu motocykli. Depozytu żadnego nie chcieli. Teoretycznie moglibyśmy sprzedać motory komuś bez papierów i spokojnie wrócić do Polski. Jedynym zabezpieczeniem były ksera dowodów tożsamości. Dominik i Laurance właściwie postawili tylko jeden warunek, który zapisaliśmy zresztą w umowie: raz na tydzień będziemy wymieniać olej w silniku. OK!

Po motory zgłosić mieliśmy się następnego dnia, tymczasem postanowiliśmy zakupić niezbędne ciuchy i plecaki, by móc wyruszyć z Kampali nie oglądając się na bagaż. Ale kiedy szczęście uśmiecha się do nas, to już szeroko: poznana w Ethiopianie pracownica biura dała znać, że bagaże przyleciały i będą do odbioru jeszcze tego samego wieczora. Oczywiście z ponad godzinnym opóźnieniem w stosunku do ustalonej godziny, więc mieliśmy  okazję dowiedzieć się, dlaczego właściwie tak wiele bagaży gubi się na tej trasie. Otóż w Ugandzie w ostatnim czasie występują problemy z paliwem, i  pewnego razu samolot zostawił w Etiopii bagaże pasażerów, za to przywiózł więcej paliwa. Od tego czasu nie są w stanie uporać się ze spiętrzeniem.
Najważniejsze, że się udało. W takim razie nie ma na co czekać, wreszcie w drogę!


Kampala / Uganda



Pozdrawiamy!

Michał
P.S.: Zachęcamy do zobaczenia filmów zrobionych w Kampali, dostępnych na naszym kanale na youtubie. Możecie również wpisać w wyszukiwarkę dwa słowa: michalmochon kampala

0 komentarze :

Publikowanie komentarza